W ciepełku, popijamy kawusię, którą kupiliśmy w promocji, nie na kartki. Słuchamy netowego radia z New York, nie Wolnej Europy. Czasami zakłócane. Przeciążeniem sieci, gdy sąsiad ssie film. Piszemy bloga, wykrzykujemy się na forach. To nasz wentyl. Nikt nas nie cenzuruje, nie ściga. Nie musimy rozstawiać w szopie powielacza, kraść papieru, rozwozić bibuły.. Wolność ale cholera tak mało czasu…
Ze znajomymi spotykamy się w pubach. Zmieniamy lokale ale nie po to żeby zgubić ogon, to clubbing. Taka moda. Bo nikt nas nie śledzi chyba, że zazdrosna żona. W telewizorni smutny facet kwacze. Rechoczemy ale pstryk CNN pstryk RTL pstryk TV5 pstryk…. coś po tajsku. Nudy. W Internetowej księgarni zamawiamy książkę z serii “…. w weekend” albo “…. dla opornych”. Nowe hobby, nowa pasja. Kto to był Grass? Shit nie wiem. Szybko Wikipedia.
Lodówka pełna. Żona/matka/przyjaciółka była w Auchan. Stała w kolejce, ale nie całą noc. Bo cukier rzucili, w promocyjnej cenie. A może pójdziemy do japońskiej knajpy? Nie baru mlecznego. A może pizze zamówić?
Samolot do Londynu kosztuje trochę więcej niż pociąg do stolicy. Tanie Linie. Wczasy pewnie spędzimy na Rodos. Bo cieplej. Pracujemy albo uczymy się. Jeżeli to drugie to z uczelni nikt nie wyrzuca. Chyba, że za lenistwo. Nie drżymy na widok policjanta. Zomowca widzieliśmy ostatnio w TV jak pałował kiboli. Chwała mu za to. A wozami z sikawkami to jeździ straż ogniowa.
O! znowu czerwony pasek na TVN24. Kolejny odcinek political fiction albo Big Brother from Wiejska street. Pośmiejemy się, albo lepiej przełączyć na taniec z gwiazdami. Lub skoczmy w autko (audiczka lub merolek) i pognajmy ścigać się na hajweju. Zabić nudę.
Wkurza nas kaczyzm. Ale tak mało czasu. Praca, dom, dzieci, rozumiesz…
Napisane w IV-RP




