
Jestem prezydentem średniej wielkości kraju europejskiego. Mam starszego brata bliźniaka. Dawno dawno temu obiecaliśmy sobie, że ukradniemy księżyc. Prawie się udało. Starszy powiedział, że nie mam się martwić. Nasz czas nadejdzie. Zostaniemy politykami. Jak obiecał tak zrobił.
Zmienialiśmy poglądy, sojuszników i wrogów. Lata całe znosiliśmy upokorzenia ale dopieliśmy swego. Ja zostałem prezydentem, brat premierem. Matka psioczyła, że ludzi biednych oszukaliśmy ale starszy powiedział jej, że wie co robi.
Teraz mamy luksusowe rezydencje i auta. Chronią nas dyskretni panowie. Zwłaszcza starszy czuje się zagrożony. Ostatnio strasznie się bał, że go otrują. Pan Stasiek z ochrony, na jego oczach potrawy próbował.
Minusem jest to, że daleko mam do mojego starego ukochanego mieszkania. Lubię siąść w moim bujanym fotelu, popatrzeć na morze. Żona mówi, że nic tak nie pierze jak jej stara dobra frania. Pranie więc wozimy. Czasem trzeba skoczyć po weki z piwnicy albo muszę zajrzeć w jakąś starą książkę. Mam tłuc się autem?
Zawsze chciałem mieć samolot. O, nawet mam takie zdjęcie, które zrobiła mi mamusia w parku, gdy byłem mały. Brat powiedział, że załatwi mi taki normalny. Tylko dla mnie. Kochany Brat. Dużo kosztuje? Stać was i wara wam od tego!
Napisane w IV-RP




