
W sali obsługi podmiotów gospodarczych kłębił się tłum. Jakaś kobieta szukała dziecka. Ktoś sprzedawał kanapki. Cześć osób spała pod ścianami. Pachniało niemytymi ciałami. Wstrzymałem oddech i zacząłem się wciskać. Rozległy się protesty.
- Pan ostatni ? - spytałem gościa w pomiętym płaszczu
- Panie, nikt tu nie wie, kto jest ostatni, weź pan numer i czekaj
Z trudem przecisnąłem się do wskazanego dystrybutora. Miał tylko jeden guzik – zielony. Kolor nadziei – pomyślałem. Zamruczał i wypluł kuponik. Stało jak byk: twój numer 673923. Przybliżony czas oczekiwania – 782 dni.
- A coś pan myślał – rzucił mój rozmówca, widząc mą zdurniałą twarz – ja już czekam 320 dni a szwagier, o tam pod ścianą, to już prawie półtora roku
- Ale przecież miało być…. jedno okienko….
- Z księżyca się pan urwał? Jak się panu śpieszy to idź pan do konika ale ostrzegam, tanio nie będzie…
- Ile? - spytałem z trwogą w sercu
- Zależy, ale za dobry to i 70 kawałków pan zapłacisz
- 70 tysięcy złotych??– zakrztusiłem się
Wzruszył ramionami. Wyjął kanapkę. Rozpakował i zaczął jeść.
- To może ja wrócę za jakiś czas?
- Zapomnij pan, komitet kolejkowy trzy razy dziennie sprawdza. Nie będzie pana, skreślą – był bezlitośnie szczery
- A internet?
- He he, nie rozmieszaj pan, toż ten ich serwer non stop leży. Kumple koników o to dbają – uśmiechnął się prezentując złote uzębienie - Nie pękaj pan, ludzi pan poznasz, będzie co wnukom opowiadać.
Napisane w IV-RP




