
Kończyło się poprzednie przemówienie. Wystrzeliwane, w stronę zgromadzonych, słowa klucze grzechotały jak kule: sztandar, zewrzeć szeregi, walka, nie wolno i jeszcze raz sztandar wznieść (byle nie wynieść)
Skończył. Rumień na twarzy. Poprawił grzywkę. Rzęsiste oklaski do omdlenia dłoni. Wstawanie z miejsc, bo kto nie powstanie ten podejrzany. Zgromadzenie rozgrzane do czerwoności. Nadzieja i wiara znów gości w ich sercach. Tylko Jan Maria jakiś taki cichy, stonowany. Czyżby czuł się obco?
Ktoś podchodzi do mikrofonu. Czeka aż tłum ucichnie. Proszę państwa teraz przemówi Nasz Przewodniczący. Bardzo proszę przywitajmy Go gorąco. Zbędna prośba. Proszę państwa, Pan Przewodniczący przygotował na tą okazję specjalną niespodziankę. Gromkie och.
Przygasają światła. Co to? werble? jak w cyrku? Rośnie napięcie. Nagle – gwizd! Nagle – świst! Para – buch! Zamieszanie w przednich rzędach. Proszę pozostać na miejscach. To tylko efekty specjalne. Zapada cisza. Na scenę wkracza powoli, jak żółw ociężale, maszyna… maszyna?
Nie! To przewodniczący! Transformers? Nie! Platformers! Witam Państwa – to nasza nowa tajna broń! W tym będziemy walczyć. Kulom nie będziemy się kłaniać! Bój to jest nasz ostatni!
Oklaski! Oklaski! Oklaski!
Napisane w IV-RP




