
Wszedł ciężko dysząc na mównicę. Postukał w mikrofon. Rozejrzał się wkoło po zgromadzonych. Jego pysk był czerwony i lśnił od potu.
- Określona formacja sprawuje władzę na folwarku – powiedział i odetchnął ciężko - I tak jak jest zasada w pokerze, że wygrany zgarnia całą pulę, jest to naturalne.
Po sali rozszedł się pomruk. Niektórzy zaczęli bić oklaski racicami. Całkiem jak znienawidzeni (wypędzeni) ludzie. Teraz to był (prawie) ich folwark.
- Jeśli stawiamy w jednym szeregu kompetencje świni a i one są analogiczne u bezpartyjnego i - żeby rzec kolokwialnie - partyjnego, to wybieramy tego właśnie partyjnego – dodał mówca
- Ale spasiony – szepnął sąsiad i poprawił obowiązkowy krawat
- Cicho tam! - rozległo się z tyłu – dobrze mówi!
- Wal się warchole – odgryzł się sąsiad – Dla nas i tak nic nie zostanie. Ochłapy.
- Świnie muszą być wszędzie gdzie się tylko da! - kontynuował mówca – Musimy ograniczyć władzę kaczek i koni!
Rozległy się gromkie brawa i oklaski. Od dawna marzyli o tym nocami w chlewie.
- Nasz cel to przejęcie władzy na folwarkiem! - zakończył Wieprz.
- Tak nam dopomóż… - ryknęli zgromadzeni i odśpiewali pieśń patriotyczną
—-
Napisane w IV-RP




