
Powoli zbliżaliśmy się do trybuny. Widać Go! – krzyknął ktoś z przodu. Kierownik natychmiast kazał wyżej podnieść szturmówki. Skarcił surowym wzrokiem ociągających się. Poprawiliśmy krawaty, dopięliśmy marynarki. Kobiety poprawiły chustki na głowach.
Już od samego początku, zewsząd patrzyła na nas olbrzymia, dobrotliwie uśmiechnięta twarz Ojca Narodu. Wyciągniętą ręką pozdrawiał nas. Dzieci były przekonane, że głaszcze ich po głowach. Serca wypełniała taka niesamowita radość, spokój i szczęście.
Źli ludzie mówili, że wielu poszło, bo mieli rzucić do sklepów, otwartych na trasie pochodu, zapomniane już specjały z zachodu. Podobno z rządowych zapasów. Starsi pamiętali, że kiedyś sklepy były ich pełne, ale woleli milczeć. Zaś najstarsi coś przebąkiwali o jakimś pierwszym maja.
Dziś są Jego urodziny. Święto państwowe. Niech Bóg zachowa Go w zdrowiu jak najdłużej. Niech prowadzi umiłowany naród. Dziś są też urodziny Jego brata, ale o nim nie wolno mówić. Parę lat temu, po wystąpieniu z tej plugawej, liberalnej Unii (po aferze z pierwiastkiem) zrezygnował z prezydentury i zaszył się w ukochanej rezydencji na Helu. Pełnię władzy objął nasz Ukochany Marszałek.
Sto lat! Sto lat! Niech żyje! Niech żyje! - wyrwało się nam z gardeł. Flagi dumnie powiewały na wietrze. Stał niczym olbrzym, patrzył na nas z góry, tak dobrotliwie. Pozdrawiał a kobietom rzucał czerwone goździki. Za nim powiewało olbrzymie logo Zjednoczonej Partii Prawo i Sprawiedliwość. Naszej partii!
Niech żadni plugawcy nie ważą się w komentarzach kalać naszego Ojca. Sprawimy, że jeszcze Go pokochacie z całego serca, tak jak piszący te słowa
Napisane w IV-RP




