
Było już ciemno. Padał rzęsisty deszcz. Facet w płaszczu z wysoko postawionym kołnierzem przemykał wzdłuż ścian kamienic. Co pewien czas oglądał się za siebie. Nagle przystanął i zapukał do niepozornie wyglądających drzwi.
- Hasło?
- Polska solidarna – odpowiedział cicho
Drzwi otwarły się szerzej.
- Właź! Szybko! – rozkazał odźwierny – Nikt cię nie śledził? Komórka wyłączona?
Przemknął koło ubranego na czarno strażnika i ostrożnie zszedł po schodach do piwnicy. Po paru krokach znalazł się w dużym pomieszczeniu rozświetlonym świecami. Poczuł na sobie uważne spojrzenia obecnych. Był nowy. Usiadł z tyłu.
Nie wolno było się im spotykać. Ich partia została zdelegalizowana a członkowie władz byli poszukiwani. Mieli stanąć przed trybunałem stanu. Wszystkiemu był winien ten były minister. To on swoimi kłamstwami doprowadził do ich upadku. Przegrali bitwę ale nie wojnę.
Wszedł wódz. Podstarzały, przygarbiony, powłóczył nogami. Mało kto poznałby w nim byłego premiera. Stanął na podwyższeniu. Rozejrzał się po najwierniejszych z wiernych.
- To były najlepsze lata Polski od wielu dziesięcioleci – zaczął cicho - Rzecz w tym, żeby droga, którą szliśmy została podtrzymana. Polska zawdzięcza nam “wielkie przewietrzenie” kraju, likwidację układów, przywilejów….
Przerwał mu suchy kaszel. Zgiął się w pół. Stojący obok, misiowaty gość w okularach, chciał podbiec, pomóc. Wódz powstrzymał go ruchem ręki.
- Patologia zawsze będzie postkomunistyczna - mówił dalej - jeśli chcemy ją wyłączyć, musimy zbudować silne państwo. Słabe państwo służy wyłącznie gangsterom, złoczyńcom.
Wyraźnie ożywił się. Odzyskiwał dawne siły. Zasłuchani czuli jak spływa na nich nadzieja. Wiara, że dawne dostatnie czasy powrócą.
- Zbudowanie silnego państwa to nie koniec drogi, ponieważ państwo solidarne to coś więcej - ono odrzuca partykularyzmy i patrzy na społeczeństwo jako na całość.
Napisane w IV-RP




