
Zima przyszła szybko tego roku. Podobno bociany odleciały już w sierpniu. Zziębnięci grzali ręce przy koksowniku. Na środku ulicy stał, niedbale zaparkowany ich czołg - Rudy. Dobra, niemiecka konstrukcja.
Nie działały komórki, telefony, Internet. Zamilkła telewizja i radio. Oprócz głównego, państwowego kanału. Poubierani w mundury spikerzy, hardo cedzili słowa. Państwo musi się bronić. Państwo jest zagrożone. Liberalny, postkomunistyczny układ, zaatakował ze zdwojoną siłą.
Mijali ich przerażeni, zszarzali ludzie. Głowy opuszczone. Podeszła staruszka.
- A wy głodni synkowie?
- Tak proszę pani – odpowiedział Janek, ich dowódca
- To wam zaraz czegoś przyniosę a i ciepłej herbaty
- My matko nie jesteśmy przeciw wam – powiedział Gustlik – my….
- Wiem synku, wiem. Nie mów – powiedziała i pogładziła go po twarzy
Dozorca pobliskiego domu trzymał małe tranzystorowe radio: “Zwracam się dziś do Was jako jako szef rządu polskiego. Zwracam się do Was w sprawach wagi najwyższej. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać….”
- Zima wasza, wiosna nasza – rzucił ktoś z przechodniów
fot. Chris Niedenthal
ps. Polecam lekturę tego dokumentu
Napisane w IV-RP




