
Ciężko wstaje dzień w podziemnej kwaterze organizacji Potwory i Spółka. W sali konferencyjnej walają się butelki. Stół zawalony odpadkami po nocnej libacji. Dobiega gremialne chrapanie.
Chrapie Gosiu w objęciach Ludka. Chrapie Zbysiu pod stołem. Niesforna grzywka opadła mu na oczy. Chrapie Kuchcik. Jego głowa leży w talerzu z niedojedzoną sałatką. Chrapie Jacuś i dwa przytulone króliczki. Chrapie reszta ferajny, strudzona nocnym fetowaniem sukcesu.
Do sali wpada, cudownie odmieniony, pełen energii, Szef.
- Pobudka! Wstawać pijaki! - wrzeszczy i kopie leżących – do roboty!
Wszyscy poruszają się niemrawo. Kuchcik podnosi umorusaną w sałatce warzywnej, twarz.
- Ale cschoo chooodzi Szeeefieee? – pyta Kuchcik
- Tylko wam picie i d* w głowie – Szef jest wściekły – Wstawać!
Szef sam stroni od wszelkich używek, w tym niewiast. Wczoraj oddalił się jednak świętować w towarzystwie wybranki serca. Impreska mogła więc się rozkręcić na całego.
- Wygraliśśśmyyy Szefie – mamrocze Gosiu – Peeełen suukcesss
- Na sukces to jeszcze trzeba zapracować – przywołuje go do porządku Szef – Pełna mobilizacja! jadę teraz wizytować wały a jak wrócę to wszyscy trzeźwi, umyci, ogoleni, meldują się na odprawie!
- Szefieeee, mam przyyygotować teeeczki? - pyta Jacuś
- Przekaż je Zbyszkowi, teraz on pokieruje akcją “Danzig”
- Ale…. - próbuje nieśmiało zaprotestować Jacek
- Nie ma dyskusji! – ucina Szef i gładzi czule Zbysia po głowie – Mój ty konanie…. A teraz jak to mówi mój przyjaciel: Alleluja i do przodu!
—
Categories: