Do salki w szpitalu na peryferiach, wchodzi szeregowy Czesław Kowalski. Targa wielki bukiet herbacianych róż, a za pazuchą ukrył flaszkę i sztangę szlugów.
- Dzień dobry Panie plutonowy!
- A dzień dobry Czesiu – odpowiada jeszcze słabym głosem jego przełożony
- Pozwalam sobie zauważyć, że Pan plutonowy wygląda już znacznie lepiej!
- Tak? Kiepsko było ze mną motyla noga, oj kiepsko….
- Jak tu ładnie u Pana plutonowego
- Tak Czesiu, mam jednoosobowy pokój z łazienką, telewizję i ten, jak mu tam internat
- Żeński internat? – Czesio uśmiecha od ucha do ucha - A jedzenie dobre?
- Wyśmienite Czesiu, moja stara nigdy tak nie gotowała
- Ja jak leżałem w zeszłym roku, w tym powiatowym, na wyrostek, to na korytarzu. Bieda z nędzą, pielęgniarki wiecznie herbatę piły i tylko plotkowały u siebie w kanciapie. A żarcia to pies by nie tknał.
- Co się dziwisz? Do państwowego żeś poszedł
- No bo stara nastraszyła, że nas nie stać na ten prywatny
- Durnyś jak but, Czesiu
- Nie jarzę Panie Plutonowy
- To co, że prywatny? I tak państwo płaci, nie?
- No niby tak ale…. - szeregowy drapie się po swojej blond grzywie - po co żeśmy ich tak pałowali?
- Kazali pałować to pałowaliśmy. Każda władza musi mieć takich co pałują, nie Czesiu?
- Się rozumie Panie Plutonowy, się rozumie!
—
Categories:




