Ojciec Dyrektor siedział zamyślony w fotelu, w sali konferencyjnej, znajdującej się w trzecim (i ostatnim) kręgu bezpieczeństwa. Na jego głową widniał pozłacany napis Fides, Ratio et Patria. Oprócz niego, wstęp miało tu tylko kilka najbardziej zaufanych, zgromadzonych właśnie, osób.
- No tak – westchnął ciężko Ojciec - Sami teraz rozumiecie nasza działalność musi być jeszcze bardziej utajniona. Musimy, że tak powiem, zejść do podziemia
Reszta uznała to za drobny żarcik i pozwoliła sobie na uśmiech.
- Jak stoimy z funduszami? - zapytał Ojciec
- Nie jest dobrze, ale też nie jest tragicznie. Ratuje nas dotacja z Funduszu Ochrony Środowiska – odezwał się skarbnik – Mimo to trzeba będzie zacisnąć pasa.
- Dobrze, synu, a wyniki profesorze? - Ojciec zwrócił się do szefa zespołu badawczego
- Prawie się nam udało – odparł zapytany – potrzebujemy jeszcze parę miesięcy
- Prawie robi różnicę synu! Nie mamy paru miesięcy! Tempus Fugit! Nie widzisz co się dzieje? Siły ciemności zbierają się i lada moment zaatakują – Ojciec Dyrektor uniósł ręce
- Próby na myszach udały się. Zaczęliśmy testować na ochotnikach…
- Ochotnikach? - przerwał Ojciec – przecież nikt nie może wiedzieć jaki jest cel naszych badań!
- Ojcze, myślą, że testujemy nowy preparat Tołpy – wspomógł Profesora jego asystent - zgłosiło się mnóstwo słuchaczek
- Młode czy starsze? – zapytał rzeczowo Ojciec
- Wybieramy takie naprawdę stare. W razie czego, niepowodzenie można zwalić na podeszły wiek
- To dobrze, nie marnotrawić młodego materiału! Do innych celów Pan je przeznaczył
Wszyscy doskonale wiedzieli i bardzo im się te cele podobały. Jako, że tekst mogą czytać dzieci, piszący te słowa opuści tu zasłonę milczenia, gdyż Homo sum; humani nil a me alienum puto.
- Wyodrębniliśmy gen nazwany roboczo GHC4 – przerwał milczenie Profesor – pokładamy w nim wielkie nadzieje. Podany w pokarmie powoduje odpowiednie zmiany w móżdżku i płatach czołowych. Niestety….
- Niestety co? - Ojciec spojrzał surowo na Profesora – znowu coś spapraliście, tak jak z tymi łabędziami?
Ojciec Dyrektor miał na myśli zmutowane genetycznie, agresywne łabędzie, którym udało się zbiec i dokonać masakry wśród ptactwa domowego podtoruńskich kmieci. Na szczęście sprawę zatuszowano, tłumacząc nienaturalne zachowanie, ptasią grypą.
- Nieste…nie… - wyjąkał tenże
- Mów! - krzyknął Ojciec
- Nies.. nies… te…niestety są nietrwałe, mijają po tygodniu.. - wydukał Profesor
- Do dupy takie rezultaty! – Wściekł się Ojciec – przecież nie będę całego narodu zmuszał co tydzień do łykania pigułek. Minimum to pół roku a więc do roboty panowie, albo nakarmię wami moje maleństwa!
Dreszcz przeszedł po plecach zgromadzonych. Wszyscy wiedzieli jak krwiożercze są piranie Ojca Dyrektora. Parę miesięcy temu przekonał się o tym wędkarz, łowiący ryby w Wiśle.
—
Napisane w Układ




