
Jak tam wasze noworoczne obietnice? Spisane? Podobno dziewięćdziesiąt procent z nich jest już nieaktualna po pierwszym tygodniu. Ja, między innymi, postanowiłem przyłożyć się do mojej innej pasji – fotografii.
Ponieważ byłem grzeczny, dostałem od Mikołaja skaner negatywów. W wigilię siedziałem do drugiej nad ranem, bynajmniej nie z powodu pasterki
Mam około 13 tysięcy zdjęć z lat 1982-1992. Czarno-białe negatywy, które samodzielnie wywoływałem. Powiększalnik chybocący na wannie. Kuwetki, szczypczyki i gustowne czerwone światełko. Ileż to godzin tak spędziłem. Niekiedy z moją (przyszłą) małżonką, a pod drzwiami krążyła zaniepokojona Mama.
Negatywy przez całe lata czekały w klaserach. W mojej nowej cyfrowej ciemni, zacząłem je przeglądać klatka po klatce. Odnalazłem mnóstwo zdjęć, które nie zostały nigdy rzucone na papier, bo nie miały żadnej wartości artystycznej (sic) lub familijnej. Negatyw był uszkodzony, bądź źle naświetlony. Mam teraz wielką frajdę, gdy na moim monitorze pojawiają się nie znane obrazy sprzed 20 lat.
Zdjęcie biurka (ale bałagan!) Zdjęcie kuchni i pokoju w starym mieszkaniu. Kolega z podwórka (nosi peruczkę?) Jakiś wychudzony młodzieniec (patrz zdjęcie) o gniewnym wyglądzie. Chce zbawiać świat? Wszyscy tacy młodzi i Polska taka inna.
Wniosek jeden: róbcie zdjęcia. Czym się da (choćby komórką) i gdzie się da. W epoce cyfrowej to nic nie kosztuje. Nagrajcie na płytę i schowajcie głęboko. Za dwadzieścia, trzydzieści lat będziecie mieli ubaw po pachy, a może i łza się w oku zakręci?
Napisane w Przemyślenia przy kawie




