
Wiem. Obijam się. Kiedyś potrafiłem nawet trzy wpisy dziennie wygenerować a teraz jeden co trzy dni. Cóż, na swoje wytłumaczenie mam to, że lada dzień czeka mnie eksmisja. Okrutna sprawa.
Gdy byłem studentem, dobytek mieściłem w dwóch plecakach. W pierwszym ciuchy, w drugim książki. Ożeniony, potrzebowałem dwóch kursów maluchem. Potem było już tylko gorzej. Lata lecą i człowiek obrasta. Nie tylko w sadło. Samych książek jest lekko ponad tysiąc.
Na szczęście daleko się nie wyprowadzam. Trzy metry do góry i tyleż samo na dół. Latem postanowiony został remont parteru. Opierałem się, ale krótko. Żona ma rację. Po 13 latach wstyd tak mieszkać. Ściany, kiedyś nieskazitelnie białe, teraz nieskazitelnie szare. Podłoga spękała. Szafki kuchenne – późny PRL. Znajomi nie chcieli przychodzić.
Od paru dni trwa skomplikowana operacja logistyczna. Żona, urodzona organizatorka, kieruje tragarzami. To na górę. To na dół. To do graciarni. Jeszcze tego nie wyrzuciłeś? Jedna myśl krąży po głowie: czy ona to wniosła wszystko w posagu?
Na dwa miesiące przyjdzie się pożegnać z ulubioną kanapą. Odcięty od satelity. Komputer mam na szczęście w piwnicy. Będę więc pisywał. Nie śmiać się! Też was to kiedyś czeka!
Napisane w Przemyślenia przy kawie




