Wiosenne słońce przygrzewało mocno. Ktoś prowadził dzieci do szkoły. Kobiety szły rozwiesić pranie. Szczekał pies. Zaczynał się kolejny dzień naszego czekania.
Tylko starsi znali powód czekania. Mówili coś o granicy, jakiś celnikach, strajku. Młodzi, urodzeni w obozie, nie wierzyli. Obóz był dla nich domem. Światem jaki znali.
Obóz ciągnął się przez całą Polskę a podobno dalej, po krańce Europy. Składał się ze stojących zderzak w zderzak Tirów. Koła zarosły trawą. Silniki umilkły na zawsze. Kontenery przystosowano do mieszkania. Pojawiły się ogródki. Powstały sklepiki, kina, a nawet i kościoły. Czego chcieć więcej?
Nikt nie miał adresu ale poczta działała. Wystarczyło adresować “Dorohusk – dziesiąty kilometr, albo Hrebenne - trzysetny kilometr. . Wieczorami eter rozbrzmiewał od rozmów na CB. Rodziły się przyjaźnie, miłości. Czasem ktoś komuś dał w ryja. Było o czym opowiadać.
Jakiś nawiedzony twierdził, że zaraz ruszymy… Oszalał?
Categories:




