W niedzielny poranek udałem się z rodziną do Aqua-parku. Odstałem swoje w kolejce niemowlaków, wrzeszczących jakby miały zostać rytualnie poświęcone Neptunowi.
Wciągając okazały mięsień piwny, wcisnąłem się do kabiny o rozmiarze pół na pół metra. Moje wrodzone ekwilibrystyczne umiejętności, pozwoliły mi odziać się w modne kąpielówki. Na garderobę dany był fikuśny wieszaczek, z półeczką na majtki i skarpetki. Prawdę powiedziawszy potrzebowałbym takie dwa, albo nawet trzy. Kolejnym krokiem było wciśnięcie wieszaczka i butów do szafki o rozmiarze 5cm na 5cm.
Spocony jak mysz wskoczyłem radośnie na pusty po horyzont tor. Pierwsze dziesięć minut rozkoszowałem się, niczym młody rekin, wodnymi bezkresami. Po chwili, na kursie zbieżnym, pojawił się pływak. Drugi, trzeci, dziesiąty. Muszę wyznać, iż mam bezwładność Titanica. Na ominięcie przeszkody potrzebuje 15 metrów. Zatrzymanie 25. Przestało być śmieszne.
Jakby było mało, nadciągnęła radosna wataha dzieciaczków ze szkółki pływackiej “Żabusie”. Po chwili smarkacze dryfowały na moim torze, trzymając się rozpaczliwie żółtych deseczek. Trenerka bezlitośnie odsuwała je bosakiem od brzegów.
Uciekłem do żony. Biczowała się. Bojąc się, iż silny strumień wody może ponieść w siną dal moje modne kąpielówki, odmówiłem. Przez dziurę w ścianie wypłynęliśmy na mróz. Tu ludzi było mało. Jakiś facet pomrukiwał lubieżnie, stojąc okrakiem nad otworem w dnie, skąd wypływała wielka struga bąbelków. Woda ciepła, ale na głowie zaczęły tworzyć się sople. Poza tym te zdechłe żaby. Fuj.
Poszliśmy jeszcze zobaczyć górską rzekę, gdzie dzieci próbowały rozbić sobie czaszki. Z każdą minutą przybywało kilkaset osób i zgodnie z prawem Archimedesa, poziom wody zaczął się niebezpiecznie podnosić. Stwierdziłem: pora się ewakuować.
Po paru próbach udało mi się wydostać z szafeczki ciuchy i przebić do przebieralni dla krasnoludków. Parę kabin dalej jakieś słodkie dziecię darło się: jestem golaskiem, golaskiem.
Poczekalnię opanował tłum niewiast, karmiących wygłodniałe niczym piranie, niemowlaki. Neptun ich nie zechciał? Powstrzymałem się od zakupu miniaturowej buteleczki wody mineralnej, w cenie zgrzewki dwu litrowych baniaków. Uciekłem do auta.
Napisane w Przemyślenia przy kawie




