Lutowe słonko przygrzewa zadziwiająco mocno. Ćwierkają ptaszki. Pielęgniarze Heniek i Zdzisiek, stoją przed wejściem do Psychiatrycznego Zakładu Opieki Zdrowotnej. Palą. Czasem któryś splunie.
- Co ci się w rękę kurna stało? - Zdzisiek zauważa zabandażowaną prawicę kolegi.
- Prezes mnie podczas zabiegu ugryzł – odpowiada rosły pielęgniarz Heniek.
- To skórkojad jeden – mówi Ździsiek – trzeba mu jakiś numer wyciąć, ale wieczorkiem, jak gruba pójdzie do domu.
- Ale co ? - Heniek drapie się po głowie.
- Widziałeś kurna jaki on cięty na Niemców?
- Taaa, omal Donalda nie zatłukł, gdy bawili się w czterech pancernych – przypomina sobie Zdzisiek – Ubzdurał, że Donald miał dziadka w Wermachcie.
- No właśnie – Zdzisiek uśmiecha się złośliwie – wstawimy mu do celi radio po niemiecku gadające
- Trzeba go będzie, kurna, w kaftan wsadzić, do łóżka przywiązać, bo gotów łbem radioprijomnik rozp* - zauważa przytomnie Heniek
- I zagłuszyć! – dopowiada Zdzisiek – szmatę w gębę wetknąć, bo gotów cały blok pobudzić.
- Dobre – rechocze Heniek – rano, zanim piguły wrócą, się go cacy oporządzi, piankę z ust obetrze, he he, pięć razy zastanowi się nim znowu kąsać zapragnie.
—
Categories:




