
Po raz kolejny popełniłem błąd. Chciałem komuś sprawić frajdę. Poświęciłem parę godzin. Nie oczekiwałem nic w zamian. No może poza zwykłym słowem dziękuje.
No i zaczekałem się na śmierć. Co gorsza nie pierwszy raz. Stary a durny.
Inny przykład. Prowadzę, wraz z przyjaciółmi serwis osiedlowy. Codziennie kilkaset osób znajduje tam świeże wiadomości. Robimy to całkowicie społecznie a zajmuje to sporo czasu.
Jedna z wiadomości nie spodobała się gawędzi, gdyż nie była bezpośrednio związana z życiem podwórkowym. “Anonimy” zaczęły pouczanie (co powinno być a co nie) a następnie opluwanie.
Zarzuciłem im, że potrafią tylko krytykować, zaś od siebie nie chcą nic dać. Napisałem, iż pewnego dnia nasza energia może się wyczerpać. Szczeniak (inaczej nie mogę go nazwać) napisał: płakać nie będę.
Współprowadzącą objechała pewna blond lafirynda. Za to że historia naszej dzielnicy jest niekompletna i mało szczegółowa. Gdy usłyszała, że robimy to społecznie, zapytana o wspomożenie, wzięła przysłowiową dupę w troki.
Zastanawiam się ile jest jeszcze ludzi, którzy robią coś dla innych, nie oczekując żadnej gratyfikacji. Bynajmniej nie chodzi mi o ratowanie czyjegoś życia. Nie chodzi mi o rzeczy wielkie. Najprostsze. Codzienne.
Rośnie pokolenie przyzwyczajone do brania. Za friko. Gratis. Należy się. Szeroko rozwarte dzioby. A słowo “dziękuje” nie potrafi przejść przez gardło.
A może przesadzam?
ps. Poprzednia zagadka to było oczko na powierzchni kawy
Dziś następna.
ps2. Jutro, a może pojutrze, liczba odwiedzin mego bloga powinna przekroczyć milion. Ten kto go zobaczy dostanie nagrodę. Dowodem zrzut ekranu. Licznik po prawej.
Napisane w Przemyślenia przy kawie




