
Do wschodu słońca pozostało jeszcze ze dwie godziny. Zaciągał przenikliwy wczesno-wiosenny wiatr. W dali harcowały rozkochane koty.
- Pan ostatni? - spytał gość w czarnym płaszczu.
- Tak, ale przede mną stoi jeden facet, poszedł się wysikać – odpowiedziałem.
- Długa?
- Będzie ze dwa kilometry
- Papierosa? - wyciągnął w moja stronę wymiętoloną paczkę.
- Dziękuje, nie palę - powiedziałem z dumą.
- Szczęściarz – skwitował zaciągając się dymem.
Milczeliśmy zanurzeni w myślach. Latarnia co pewien czas przygasała. Przejechała powoli policja.
- Ci to bez kolejki – rzucił rudzielec przede mną.
- Władza – odparł palacz.
- Niby dla koleżanek wezmą, ech…. - rudy splunął
- O której otwierają? - spytał palacz gasząc nogą niedopałka. Kultura.
- O dziesiątej – odparłem.
- To se k* postoimy – odparł palacz.
- Cóż, raz w roku taki dzień – rzucił filozoficznie rudy - Podobno mają dawać tylko po dwa.
- To jak ja nastarczę? Żona raz, Teściowa dwa, a Matka?
- Teściową Pan zlej – zarechotał rudy.
- Idź Pan w diabły!
Ulicą nadciągnął menel. Podniósł do góry flaszkę i rozdarł japę: Wszystkieeego najjjlepszego panowie z okaaazji dniaaa kobieeet!
Napisane w Przemyślenia przy kawie




