
Dzisiaj przeczytałem na gazeta.pl, że Polacy tracą na podróże do pracy nawet cztery godziny dziennie. Momentalnie podbudowało mnie to.
Od godziny nie mogłem się zebrać, aby dokończyć projekt dla klienta. Udawałem przed sobą, że pracuje. Ostra muza nie skutkowała. kawa nie skutkowała. Wiosenne słońce bezlitośnie ciągnęło na dwór.
Przeczytałem i odpaliłem jak rakieta. Artykuł wydrukuje i powieszę na ścianie. Na przyszłość!
Wstaje i kładę się z kurami. Za płotem zaczyna się pole a kilkaset metrów dalej, ciągnące się kilometrami lasy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Nie wyobrażam sobie powrotu do miasta, skąd wybyłem w 94 roku. Przesiąkłem wsią.
Całe lata jeździłem 21 kilometrów (w jedną stronę) do pracy. Gdy trzy lata temu, dojazdy zaczęły zabierać mi ponad dwie godziny dziennie, podjąłem zbawczą decyzję: przenoszę biuro do domu. Nie było łatwo ale opłaciło się.
Oprócz zalet są i wady. Czasem można dostać świra, widząc ludzi tylko wirtualnie. Trzeba umieć być pustelnikiem. Nie ma problemu gdy mam dużo pracy. Klawisze furkoczą. Gorzej gdy nudy Panie. Chodzę wtedy po ścianach
Zwykle zaczynam pracę o piątej rano. Latem pracuje do trzynastej, góra czternastej. Jem obiad i idę na słońce. Klapeczki, ręczniczek, pontonik, basen. Przebieżka z psem do lasu. Żyć nie umierać.
Kończę i gnam wypucować rekina.
Categories:




