
Rekin jest duży i czerwony. Ma skończone 26 lat, co w przypadku rekinów, równe jest 52 latom ludzkim. Większość życia spędził w przytulnej kryjówce. Zimą za żadne skarby jej nie opuszcza. Jak na na swój wiek, wygląda rewelacyjnie.
Są Samochody (specjalnie z dużej litery) i jeździdła. Samochód jest maszyną. Owocem geniuszu ludzkiego. Maszyny mają duszę. Jeździdła nie..
Coraz mniej samochodów spotyka się na drogach. Dominują plastikowo-metalowe, robione na jedno kopyto, jednorazowe jeździdła. Służą do poruszania z punktu A do punktu B. Po kilku latach normalnej eksploatacji, lądują na złomowisku. Maszyny są nieśmiertelne.
Miałem wiele aut. Na początku były to jeździdła. Z czasem dojrzałem do maszyn.
Maluch – pierwsze auto. Do dzisiaj nie wiem, jak się w nim mieściłem. Urwałem mu drzwi. Skasowałem przód. Poobijałem strasznie. Poszedł za grosze.
Peugeot 205 - Szybki i wściekły. Tak jak ja, w tamtym czasie. Potężny silnik (1600cm) i lekka buda. Spod świateł byłem zawsze pierwszy. Aż spaliłem sprzęgło i rozwaliłem zawieszenie.
Polonez Caro – Namówił mnie Pawlak Waldemar. Moje pierwsze nowe auto. Nauka pokory, 30 sekund do setki o ile udało się ją w ogóle osiągnąć. Po dwóch latach zaczął rdzewieć. Po czterech był staruszkiem. Rozstanie w strugach deszczu, po tym jak zgasł w olbrzymiej kałuży, na głównej ulicy Gdańska. Co za wstyd!
Mercedes W123 tzw. beczka – to była pierwsza maszyna. Sąsiad miał takiego samego. Godzinami siedzieliśmy w garażu rozkładając i składając. Pieszcząc, chuchając, pucując. Naszedł mnie jakiś wredny gość, który uparł się aby odkupić. Rzuciłem kwotę z kosmosu. Cholera, łyknął.
Mercedes 126 s-klasa – Jak go zobaczyłem to powiedziałem ”o k* muszę go mieć!” Gdybym wiedział, ile potem w niego włożę to bym się trzy razy zastanowił. Był ogromny, śliczny i palił jak smok. Zakochaliśmy się w sobie. W trzy godziny po rozstaniu popełnił sepuku. Zatarł silnik. Tu jest jego wirtualny nagrobek.
Plymouth Colt – Amerykaniec dla którego porzuciłem s-klasę. Szybki (2400cm), pojemny i ze śmiesznymi drzwiami z tyłu. W bagażniku woziłem największy, dostępny w handlu głośnik. Oddany z bólem w dobre ręce.
Teraz mam rekina. BMW 518 model e28. Rocznik 1982, przebieg jak na swoje lata niewielki. Pełen klasyk. Oryginalne części. Zadbany do bólu. Zresztą sami zobaczcie. Jeżdżenie nim to czysta poezja. Nic nie stuka, nie trzeszczy. Chodzi jak szwajcarski zegarek. Nabiera na wartości niczym dobre wino.
A wasze auta?

Categories:




