
Lubię czasem zalec wieczorową porą na trawie i popatrzeć w niebo gwiaździste. Zwłaszcza gdy noc ciepła, nie tną komary, a pod ręką antałek zacnego miodu.

Lubię czasem zalec wieczorową porą na trawie i popatrzeć w niebo gwiaździste. Zwłaszcza gdy noc ciepła, nie tną komary, a pod ręką antałek zacnego miodu.

To piszę ja, Roman Terrorysta. Znacie mnie już, prawda? Pan zakopuje coś w ogrodzie. Zapomniał zablokować terminal. Coś do was pisał, ale to bzdury były. Skasowałem.

Zastanawiam się czym spowodowana jest bardzo niska popularność polskich podcastów. Przyznajcie szczerze, kto z was słucha regularnie choćby jednego?

Nad miastem wstawał dzień. Wozy zaparkowali w bocznej uliczce. Ubrani w czarne, polowe mundury, wysypywali się niemrawo, na mokry, po nocnym deszczu bruk. Każdy dzierżył długą białą pałę i kask bojowy. Wyglądali naprawdę groźnie.

Zacząłem bać się pisać. Stąd moje parodniowe milczenie. Już po raz kolejny wykrakałem. Tym razem sobie.
Czytaj dalej ‘Obłęd w oczach albo co nie zabije to cię wzmocni’

Czuł jak słońce bawi się jego ciałem. Było ciepło. W sam raz.

Wczoraj syn zabił mnie stwierdzeniem: Co ty leszczu słuchasz? Tylko bum bum bum! Zero melodii!

Proszę się nie śmiać. To dla mnie poważny problem. Od dłuższego czasu zastanawiam się co zrobić aby nie opadało a nawet rosło.

Kiedyś miałem kolegę. Kawalera z odzysku. Jak to kawalerowie mają w zwyczaju, mieszkał w kawalerce.

“RADYJKO SPRAWNE ,CZASAMI ZACINA SIĘ ZEGAREK ,POCHODZI KILKA MINÓT I STOP ,CZEBA CZEPNĄĆ I IDZIE DALEJ ,RADZIECKIM SPRZĘTOM TO POMAGA”

Sztuka w trzech aktach, o pysze i bezmyślności. Dramat, odbierany przez niektórych jako tragifarsa.
Czytaj dalej ‘Przezorny zawsze ubezpieczony, albo poszukiwacze zaginionej matrycy’

To jest notka wcześnie poranna, albo raczej późno nocna. Gdy ją piszę jest czwarta czterdzieści. Nie śpię od trzydziestu minut. Wciągam podwójną działkę kawy. Na sucho. Mocniej szarpie.

Nieuchronnie nadchodzi dzień, kiedy nie wiesz już, do czego służy poszczególny kabel. Klęcząc w kurzu, drapiesz się w głowę, próbując dojść do czego jest ten zasilacz. Nie wymieniasz zepsutego. Dokładasz nowy, pogarszając tym samym stan rzeczy.

Leżę sobie na kanapie delektując się odręcznie napisanym listem, który właśnie otrzymałem. Wpada żona. Pierwsza myśl: no tak, zaraz oczy mi wydrapie. Było nie było, list od młodej kobiety. Tymczasem ona, wyciąga miarkę i zaczyna mnie mierzyć. Niczym westernowy grabarz pojedynkujących się.
Najnowsze komentarze