
Nieuchronnie nadchodzi dzień, kiedy nie wiesz już, do czego służy poszczególny kabel. Klęcząc w kurzu, drapiesz się w głowę, próbując dojść do czego jest ten zasilacz. Nie wymieniasz zepsutego. Dokładasz nowy, pogarszając tym samym stan rzeczy.
Nieuchronnie nadchodzi dzień, kiedy brak już miejsca na kolejne urządzenie. Rozpaczliwie szukasz po domu złodziejki. Próbujesz zakosić synowi, gdy ten pilnie uczy się w szkole. Solennie obiecujesz sobie zakupić worek rozdzielaczy, podczas następnej wizyty w ulubionym sklepie dla majsterkowiczów. Olewasz BHP i kombinujesz z urżniętym kablem, wtykanym na zapałki.
Najgorszy jest jednak dzień, kiedy w działającej wyśmienicie plątaninie, nagle coś iskrzy, błyska i wybucha. W efekcie czego następuje martwa cisza. Masa krytyczna została przekroczona. Klnąc jak szewc (czemu jak k* tego nie zapisałem!) przystępujesz (po raz kolejny) do reanimacji.
Nie dzieje się to nagle. Gdybyś raczył zauważyć niepokojące objawy (zapach?) uniknąłbyś katastrofy. Ty jednak mruczysz pod nosem”trzeba by…”. Nie kupujesz nowego upsa, mimo, że stary wytrzymuje trzy sekundy.
Psioczysz na małżonkę, która w kuchni obok odpaliła czajnik i mikrofalówkę naraz. Kuchnia i twój pokój na jednym stoją korku. Twoja praca jest ważniejsza (w twoim mniemaniu) niż jakaś herbata.
Kiedy się opamiętasz człowieku?
Categories:




