
Ech rozleniwiłem się przez weekend majowy. Po koleżankach i kolegach blogerach widzę, że nie ja jeden. Ciężko usiąść do klawiatury. Milej grzać stare kości.
Natura eksplodowała świeżą zielonością a ja… pracowitością. Zamiast leżeć brzuchem do góry i jedną ręką obracać mięsko na grillu, rzuciłem się na… trumnę. Spokojnie. Jeszcze nie wybieram się na tamten świat, ani nie zamordowałem teściowej
Pod koniec zeszłego wieku żona oglądając żurnal ogrodniczy zachorowała na grządki wyniesione. Składa się to z podłużnej skrzyni wypełnionej ziemią. Podobno nie trzeba się schylać, a na pewno warzywka nie uciekną.
Pierwszą skonstruowałem z kumplem. Wypiliśmy kratę piwa, ale o dziwo grządka wyszła jak z żurnala. Drugą postawiłem rok później z ojcem. Dorównała pierwszej. Trzecią zmajstrowałem sam. Wyszła…hmm… trochę krzywa, ale z tego się nie strzela.
Nie minęły trzy lata i zaczęła się rozpadać. Dwie pierwsze postoją jeszcze z tysiąc lat. Widocznie producent drewna impregnowanego zszedł na psy. Tak na marginesie, nagroda dla tego, komu uda się kupić prostą deskę. Wszystkie wyglądają jakby miały być robione z nich śmigła.
Pierwszego maja, dzierżąc młot, szpadel i wkrętarkę made in china, zabrałem się za remont. Po zdemontowaniu jednej ścianki, cała skrzynia rozpadła się na moich oczach. Deski, które miałem za zdrowe okazały się przeżarte na wylot. Zupełnie nie rozumiem jak nasi przodkowie potrafili zbudować miasto z drewna.
Zabrałem się z piłowanie, wiercenie, palów wbijanie. Wkrętarkę made in china za 49, 99 plus Vat, szlag trafił po wkręceniu trzech wkrętów. Szybko zabrakło desek, kołków, wkrętów. Umorusany i spocony niczym palacz, rozparłem się z zimnym piwem. Może kiedyś ją dokończę….
Wszystkiemu przyglądał się ze stoickim spokojem Kot Roman oraz Pies Mila, który pojechał dziś na… rzeź.
ps. Zapraszam na świeżutkie zdjęcia wiosenne
Categories:




