Archive for Listopad, 2007

Ona i on

29List07

Wiszące tak nisko listopadowe słońce, wpadało do gabinetu. Złociło leżące na stole przedmioty. Oświetlało jego spokojną twarz. Milczał, ona siedziała weń wpatrzona. Reklamy


– Dawać mi tu tego, pijusa Rumcajsa – ryczy, niczym ranne zwierzę, Książę Jarosław – Niech no go tylko dorwę! Jaja pourywam i psom rzucę na pożarcie!


Przypałętał się wrześniową nocą. Zmarznięty, głodny, cicho popiskiwał pod autem. Bezlitośnie przegoniłem. Przez cały dzień próbował wejść do domu. Dokonał nawet heroicznego wysiłku i zaprzyjaźnił się z psem. Młody, zadbany, widocznie ktoś go wyrzucił.


W tym samym miejscu, siedem miliardów lat wcześniej. W gabinecie siedzi generał Kiszczak, szef zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wchodzi pułkownik, jego prawa ręka.


Słońce zgasło dawno temu. Ludzkość rozpełzła się po wszechświecie budując Imperia. Ono trwało w zapadłym kącie, leżącej na uboczu, galaktyki zwanej kiedyś drogą mleczną. Na trzeciej od słońca planecie. Od wielkiego wybuchu minęło już 6,3072 * 10 do potęgi osiemnastej sekund. Do końca pozostało… tak bardzo niewiele czasu.


Cud nad Wisłą

24List07

Miał do załatwienia parę spraw w stolicy. Wybrał pociąg. Jazda autostradą nużyła go. Samolotem (własnym) w niepogodę nie latał. Za półtorej godziny wysiądzie w Warszawie.


Nasza klasa

23List07

Patrzę na zdjęcie, zrobione u progu lata 1982 roku. Odświętnie ubrani, szczerzymy się na schodach naszej szkoły. Mamy po piętnaście lat. Jest nas ponad trzydziestka – takie kiedyś były klasy! Są nauczyciele. Ten od WF (?) stanął pośród nas. Niby swój chłop.