Szambo ekologiczne czyli o grzebaniu się we własnym gównie

06Wrz08

To jest tekst dla odważnych. Esteci, wrażliwi, oraz ci którzy brzydzą się, tym co ludzkie, nie powinni go w żadnym wypadku czytać. Nie kropkuje słowa “gówno”, bo jestem wkurzony.

Czytam w mądrych książkach, że już starożytne perskie miasta, ponad 3 tysiące lat temu, miały system odprowadzania ścieków. Moje tysiącletnie miasto do tej pory nie skanalizowało niektórych dzielnic, w tym mojej. Chcąc nie chcąc jestem posiadaczem ekologicznego szamba. Nieszczęśliwym posiadaczem.

Jest 21 wiek. Wiek komputerów, Internetu, lotów w kosmos. Mnie tak nie wiele dzieli od posiadania drewnianej wygódki z tyłu domu.

Prezydent mojego miasta marzy o jednym: pozostawić po sobie pomnik – Stadion Baltic Arena a i przy okazji zapewnić godziwą emeryturę. To, że mieszkańcy pławią się w gównie, albo stoją kilometrowych korkach, nie ma dla niego żadnego znaczenia.

To co wydalamy spływa rurkami do dużego zbiornika (osadnika) i tam jest (podobno) zżerane przez bakterie. Tak zwana “szara woda” wypływa górą i za pośrednictwem pompy i drenażu, przenika do gleby.

Przepływa przez położony niżej ogród sąsiada (trawa rośnie mu jak szalona) i po jakimś czasie, podobno oczyszczona, zasila pobliskie jezioro. Nie kąpię się w nim.

Zawartość osadnika trzeba w porę opróżnić, bo inaczej w piwnicy zaczyna bić śmierdzące źródło. Oczyszczenie zajmuje dzień roboty. Pilnuje więc tego.

Rok temu zaczęła szwankować pompa. Wymieniłem na nową. Padła po trzech miesiącach. Specjalistyczna firma zainstalowała nową ze skomplikowanym systemem czujników i sterownikiem. Gówno pod kontrolą komputera. Poczułem się w końcu w 21 wieku.

Niestety dzisiaj rano gówno po raz kolejny zwyciężyło. Czujniki zawiodły. Pompa oszalała. Komputer się wypiął.

Zakasałem rękawy. Dostałem się do studzienki z czujnikami i pompą. Zacząłem czyścić. Przylazł wygłodniały Kot Roman. Ostrożnie powąchał klapę i rozdarł ryja: jeść. Stał tak nade mną i darł się. Nie wytrzymałem i chciałem go wrzucić do studzienki. Na szczęście uciekł.

W poniedziałek ściagnę fachowców, którzy instalowali pompę. Pewnie skończy się awanturą. Tylko jak zmusić wszystkich domowników do nie korzystania z ubikacji do poniedziałku?

Reklamy


8 Responses to “Szambo ekologiczne czyli o grzebaniu się we własnym gównie”

  1. mówiąc krótko – gówniane widoki 😉
    znam ten ‚ból’ , a raczej smród, miałem taką nieprzyjemność w przeszłości
    współczuję
    a prezydenta do szamba 😉
    pozdrawiam mimo wszystko

  2. 2 Małgosia

    Został Wam fraglesowy lasek. Później grzyby będą rosły jak szalone:)

  3. 3 Kobieta z lekką dłonią

    Hmmm, jestem zdziwiona, że można mieć tyle problemów z oczyszczalnią. Moi rodzice zaopatrzyli się w to cacko i są bardzo zadowoleni. Działa bez zarzutów, cynie rosną przecudnie ;-)…Nie pamiętam, aby była montowana pompa. Być może ze względu na brak piwnicy i spływ grawitacyjny.
    A jeżeli masz pompę, to może za głęboko znajduje się jej wlot i się zapycha najzwyczajniej?

  4. 4 Zbigniew

    /…/ „Zakasałem rękawy. Dostałem się do studzienki z czujnikami i pompą. Zacząłem czyścić.” /…/ – ten fragment mnie autentycznie zaniepokoił. ABC wszystkich kanalarzy mówi: do żadnej studzienki kanalizacyjnej, zbiorników ścieków, a zwłaszcza szamba…..nigdy i po żadnym pozorem, nawet najtęższe chłopy nie mogą włazić, wkładać tam głowy, a nawet się nad nimi pochylać BEZ ODPOWIEDNIEJ ASEKURACJI. Powód jest banalny i nie jest to jedynie smród; tutaj chodzi o toksyczne gazy, które już – niestety – pozbawiły świadomości wielu, wielu nieostrożnych, a wodnista treść ścieków dopełniła reszty…. na zawsze!!! Skończyłem!

    Swoja drogą, tak sobie myślę, że pomimo wszelkich, dotychczasowych dokonań ludzkości, wciąż trudno nam się, tak na dobre, „oderwać od miski i kibla”! Tyle, że o ile „misce” ludzie gotowi są poświęcić ogromne ilości czasu, to temu gdzie i jak złożyć to czego nie udało się strawić i to co zmyliśmy z siebie…….nie jakoś starcza już czasu! Ciekawe dlaczego tak jest? bo przecież te dwie czynności fizjologiczne, to sama ISTOTA procesów życiowych!

  5. 5 Kobieta z lekką dłonią

    Obawiam się Panie Zbigniewie, że zbyt późno podzielił się Pan znajomością przepisów
    BHP! 😉

  6. 6 Levy

    Sam też mam szambo – niestety zwykły (nieduży – po raz drugi niestety) zbiornik, który trzeba opróżniać średnio co 3 tygodnie. Bo działka nieduża i nie ma miejsca na ekologiczne (tzn. na rozprowadzenie drenażu). Mimo to też wrzucam do niego bakterie, przynajmniej nie śmierdzi tak mocno i w razie „W”, gdyby się wylało, to też szkoda będzie mniejsza.
    Nadzieja w tym, że polskie gminy (albo przynajmniej miasta) zgodnie z jakimś unijnym przepisem muszą chyba do 2012 roku doprowadzić wszędzie kanalizację. Inaczej będą płacić kary.

  7. 7 salamandra

    …moi rodzice w Polsce tez korzystaja z urokow posiadania szamba i tez oczekuja z niecierpliwoscia podlaczenia do najblizszej oczyszczalni, a poki co wywoza – bakterie sie nie sprawdzily, problem jak u Fraglesiego – po awarii drugiej pompy stwierdzili, ze nie warto srednio raz na rok kupowac nowej i zamawiaja „szambonurka” z beczkowozem, … cale szczescie ze szambo gigantyczne jest i wywoz srednio co 4 miesiace…

  8. 8 miron

    u mnie 12 metrów sześciennych ma szambo , zapełniamy je 6 osobową familią w średnio 25-27 dni , na szczęście nie muszę tego pilować , bo byłby czasami zakaz korzystania z WC-eta ……, przelewani ena ogród byłoby niemiłe !!!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: