
Jak już wam to opowiadałem, na naszym podwórko są dwie duże piaskownice. W jednej rządzi Donald w drugiej Kaczor. O trzeciej, czerwonej też mówiłem, prawda? Tak na marginesie rośnie ona w siłę…
Parę dni temu, Mareczek, naczelny podwórkowy, wkurzył się okrutnie na Kaczora. Podobno poszło o życie poczęte (cokolwiek to znaczy) ale my wiemy, że kaczory nie chciały się z Jureczkiem modlić pięć razy dziennie. On jest strasznie religijny i chciałby zostać księdzem. Wiadomo, ksiądz to ma życie klawe. Daleko nie szukać np. Ojciec Tadeusz z pobliskiej parafii.
Kłócili się zażarcie. Mareczek wziął swoje zabawki, a na odchodne rzucił, że zakłada własną piaskownicę. Odszedł z nim złośliwy Arturek i paru innych. Kaczory najpierw były smutne, potem wpadły w złość. Jacek szubrawiec to nawet groził, że windę zatrzyma między piętrami w której będą jechali.
Zaczęły więc kaczory na gwałt szukać następcę. Kłócili zażarcie. Ten nie, tamten nie, tego Kaczor nie lubi, tamtego brat Kaczora czyli mały Kaczor. Ten za różowy, tamten za miętki. Ktoś zaproponował nawet Zbysia wanienkę. Ponury gościu. Za każdym razem, zanim wejdzie do wanny sprawdza ją neonówką. Podobno kiedyś prąd go popieścił. Poszli nawet za garaże bo platfusy nabijają się z nich z całych sił.
Póki co Burak siedzi cicho (Kaczor ma niego haka) ale koń nieźle wierzga. Bo koń był kiedyś głównym ministrantem u ojca Tadka lecz ojciec Tadeusz Kaczora umiłował. On lubi niższych chłopców. Koń to nawet zaczął Marka kusić klaserem ze znaczkami, bąkać coś o własnej rozmodlonej piaskownicy.
Zwabiony gwarem, gospodarz Anioł kręcił się parę razy po podwórku i podobno mówił: Jak dzieci, k*, jak dzieci. Kaczory spękały i zaczęły prosić Mareczka aby wrócił. On się dąsa ale kto wie…
—-
Napisane w IV-RP




