Popijał właśnie bawarkę (nawyk z dzieciństwa) gdy zamigotała ikonka skype.
- Szit! - pomyślał i odstawił szklankę, omal oblewając się – centrala
- Hasło? – rzucił Berith, prawa ręka Szefa
- Najlepsze kasztany są…. - odparł szybko
- Dobra, dobra, panie w ząbek czesany – przerwał mu rechocząc ten kurdupel – Szef chce z tobą gadać, miłego, he, he
Spodziewał się tej rozmowy. Sprawy nie szły za dobrze. Kaczy Marek wiedział dużo, stanowczo za dużo. Podczas pierwszej jego (zdrajcy) konferencji, próbował odebrać mu głos. Niestety zaklęcie “Silentio” nie podziałało. Tamten widać musiał nasmarować się wywarem z Tarantuli. Podobnie “Ligimens”, które powinno pozwolić mu spenetrować umysł wroga i usunąć niewygodną wiedzę.
- Szakal? - głos po drugiej stronie nie pozostawiał złudzeń. Szef był wściekły.
- Słucham Szefie – odparł najbardziej przymilnie jak potrafił.
- Ja ci nogi z dupy powyrywam
- Ale za co, Szefie? – doskonale wiedział o co chodzi władcy ciemności ale wolał udać głupa
- Za jajco! - aż zazgrzytało w słuchawce – Masz natychmiast uciszyć Kaczego Marka bo gotów położyć całą operację
- Ćwiczę już zaklęcie “Avade kedavra” Szefie…. na czarnych kotach….
- Zaklęcia to ty se możesz ćwiczyć na koleżankach – zawarczał Szef – przecież on był szkolony. Hamulce mu zepsuj, może jakiś rozpędzony Tir, w ostateczności snajper
- Szefie to nie Rosja – głos zaczął mu się z lekka łamać - Od razu padnie na mnie podejrzenie
- Gówno mnie obchodzi jak to załatwisz. Masz 48 godzin, ani minuty więcej, chyba, że chcesz sracze szczoteczką szorować.
—
Categories:




