Pojechałem do centrum załatwić parę spraw. Patrzę a tu ulicą człapie mój osobisty prokurator pierwszego kontaktu. Łeb zwieszony, nieogolony, marynarka niczym psu wyjęta z pyska. Obraz nędzy i rozpaczy.
- Dzień dobry! - powiedziałem radośnie bo jakoś ten nędzny jego obraz mnie ucieszył
- Jaki tam dobry – odmruknął i zniżył jeszcze bardziej głowę – ale dobrze, że pana widzę, mam sprawę.
Chcąc nie chcąc zaprosiłem go na kawę. Zapalił, zaciągnął się dymem, milczał wiosłując łyżeczką.
- Ech… - przerwał milczenie – wybory idą
- Ano idą – odparłem dyplomatycznie
- Nowa władza…. - spojrzał na mnie bacznie.
Tu go bolało!
- Zapewne tak – pozwoliłem sobie na mały uśmiech
- Bo widzisz pan – nachylił się konspiracyjnie w moją stronę – tak między nami mówiąc to mi się t ta stara nigdy za bardzo nie podobała.
Milczałem bo co miałem powiedzieć, choć przyznam, że mnie z lekka zaskoczył. Tyle w nim było dotychczas zapału i gorliwości.
- Ale trzeba jakoś żyć – kontynuował – gdzie ja, młody prawnik ledwo po studiach znalazłbym pracę? A tu dom, żona, dzieci na karku….
Przytaknąłem. Jeszcze parę dni temu, drań, na biednego nie wyglądał.
- Pan nie jest na mnie zły? - spytał ni gruszki ni z pietruszki
- Nie, skądże – skłamałem z rozpędu.
- Bo widzisz pan, rozmawiałem z kolegami z roku. Tymi co to z nową władzą kręcą. Powiedzieli, że im powiedzieli, że instytucja prokuratora pierwszego kontaktu pozostanie.
- Naprawdę? - prawdę powiedziawszy udałem zdziwienie
- Tak, nowa władza zachowa to co dobre dla obywateli – po raz pierwszy się uśmiechnął - No i powiedzieli mi, że mogę spokojnie przejść do nich bo oni potrzebują fachowców. Warunek tylko taki, żeby nie było na mnie skarg. Stąd moje pytanie do szanownego pana.
—
Categories:




