
Ostatnia noc październikowa. Pałac Namiestnikowski, zimny, ponury i ciemny. Głowa państwa, zdradzona przez naród, rzuca się w łożu.
Sapie, stęka, kotłuje pościel. Sen nie chce przyjść. Czuje, że znowu musi iść do ubikacji. Stoperan przestał działać.
- Naród zdrajców! Niemcy! Żydzi! Masoni! Ja was wszystkich… - mamrocze w półśnie
Nagle skrzypią drzwi i wślizguje się zjawa. Przysiada na krześle.
- Ech ty… - mówi zjawa – konusie….
- Co jest? Kto to? Mamusiu! - krzyczy przerażony Lech i zapala lampkę
Na krześle siedzi Naczelnik - ojciec II RP. Niedoszły ojciec IV RP nakrywa się cały kołdrą.
- Wyłaź tchórzu – rozkazuje naczelnik.
- To nie ja, to brat! Ja zadanie wykonałem – dobiega stłumiony przez kołdrę głos
- Sam lucyfer na was czeka. Kotły już rychtują a o osobnych celach, miłym towarzystwie i dwóch dniach w tygodniu bez podpałki, możecie zapomnieć.
- To Pan Naczelnik z dołu?
- Durnyś jak but. Myślisz, że my na górze, nie wiemy co na dole się dzieje?
- Władzę dobrowolnie oddaliśmy – słychać spod kołdry.
- Naród wam wyrwał a nie oddaliście. Wiem, że od tygodnia kombinujecie bratem jak tu unieważnić wybór.
- To brat, ja….
- Jak dalej będziecie jątrzyć to i piekło was nie weźmie.
- Pójdziemy do nieba? – pyta z nadzieją Lech
- Durak! Wersja dwa zero!
- Nie rozumiem….
- Nowe wcielenie. Jarosław będzie kotem ty zaś, niech pomyślę…..
—
Napisane w V RP




