Z głośników leciała na cały regulator muzyka Psy Trance. Hacker mimowolnie wybijaj rytm nogą. Był w fazie. Właśnie dobierał się do serwera. Szybkie zleconko od poleconego klienta. Będzie na waciki dla młodej – zaśmiał się w myślach.
Puścił nmap’a po portach serwera. Podstawowe porty były poblokowane.
- Co my tu mamy? – mruknął pod nosem. Jeden z z wyższych, rzadko używanych portów był otwarty - ha, ha – zaśmiał się bezgłośnie – Lamerzy
Zapuścił program własnego autorstwa. Już po chwili miał basha jako root. Zadowolony spojrzał na zegarek - minuta piętnaście sekund, ale beka – pomyślał i odchylił sie w fotelu. Odgryzł kawałek pizzy, popił ciepłą colą.
Przyblokował zapis do logów. Wszystko co odtąd robił szło na dev/null. Skasował ślad włamania. Zainstalował rootkita. Przyda się na przyszłość – pomyślał. Nie powinien był tego robić. Następnie odnalazł pliki, które interesowały klienta. Przerzucił je na serwer na Tajwanie.
Wyłączył laptopa. Wziął komórkę i wysłał smsa do klienta z hasłem na tajwański serwer. Najpóźniej jutro na jego koncie znajdą się ustalone 2 tałzeny. Zielonych rzecz jasna. Chciał euro, bo papier leciał na łeb, ale klient był uparty. Nie wiedział, że pozostało mu około 20 sekund życia.
Na dachu sąsiedniego budynku cicho zawarczała komórka. Ubrany na czarno snajper przeczytał sms’a.
- W końcu – powiedział do siebie i sięgnął po broń. Zmarzł na tym pieprzonym dachu. Przyłożył do oka lunetkę. Wycelował i nacisnął spust.
—
Napisane w Układ




