
Krążyła po komnacie, zła niczym osa. Co tam zła – wściekła!
- Tobiaszu! Zaklinam cię na rany Chrystusa! Zrób z nimi coś!
- Isauro! Przecież wiesz, że nie mogę, to nie są niewolnice.
- Ty mnie już nie kochasz! Głowa mnie boli od tego ciągłego hałasu, do ogrodu nie mogę wyjść, mam migrenę a w dodatku ten smród! Każ je wychłostać albo sama to zrobię!
- Duszko, tak nie wolno, lud gotowy powstać a wtedy….
- Los Putas! Otocz je kordonem gwardzistów i niech zdechną z pragnienia!
- Kochanie, to nie humanitarne!
- Kimże one są, że ich tak bronisz? - jej oczy rzucały błyskawice – w dodatku te cztery, które siedzą w naszej sali gościnnej! Chlew! Smród! Jeszcze jakieś robactwo gotowe się zalęgnąć!
- Duszko, pozwoliłem świeże ubrania im dostarczyć
- Kazałam spalić! To nie hotel! - zaśmiała się złośliwie i po chwili dodała - Tobiaszu i jeśli mnie kochasz, coś szybko zrób!
Stanęła ponownie przy oknie i wyjrzała dyskretnie zza kotary.
- Ha! Zobacz kto się tam wśród nich kręci – Leoncio Don Tuskos!
- Leoncio? - wstał zza biurka, podszedł do niej – No teraz to już za dużo!
- Tak kochany! Wychłoszcz je a te cztery każ powiesić na dziedzińcu zaś Leoncia oddaj mi. Już ja wiem co mu zrobić – zaśmiała się tak, że aż zimny dreszcz przeszedł go po plecach.
—
Categories:




